Bez autoryzacji Nicka, ale……..

Nick Vujicic, domena publiczna

Nick Vujicic, domena publiczna

 

Kochani, pragnę podzielić się z Wami osobistą informacją, o której dotąd nie mówiłam otwarcie. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy starałam się dotrzeć do Nicka z moją książką „Na skrzydłach jak Nick Vujicic”. Specjalnie dla niego wraz z native speakerką przetłumaczyłam ją na język angielski. Nick przeczytał mój manuskrypt i jego zespół Life without Limbs (LWL) ) także.

Prosiłam ich o pewne dodatkowe informacje dla wersji angielskojęzycznej (chciałam by książka bardziej poruszała serca)- zadałam w tym celu wiele pytań na marginesie wersji roboczej tekstu, prosiłam o wywiad z Nickiem i jego rodzicami oraz o zdjęcia. Nick podjął decyzję, że nie włączy się w moją książkę w ŻADEN sposób bowiem pisze własne autobiografie i nie jest zainteresowany innymi konkurencyjnymi książkami o sobie. Przyznam, że miałam jednak nadzieję na choćby częściowe wsparcie z jego strony i ze strony jego zespołu (zwłaszcza, że książka niesie ciepły chrześcijański przekaz) i nie łatwo było mi pogodzić się z faktem, że LWL zareagował w ten właśnie sposób. Przez moment nawet zbrzydł mi cały trud pisania tej biografii, bowiem miałam wrażenie, że Nick którego opisałam w „Na skrzydłach..” to zupełnie inny człowiek niż ten z którym się kontaktowałam (czyżbym wyidealizowała mojego bohatera za bardzo???). Nie potrafiłam przyjąć do wiadomości, że Nick niewłaściwie odczytał moje intencje i przekaz książki. Częściowo- podkreślam jeszcze raz- częściowo rozumiem, że jego zespół miał prawo do takiej decyzji (nie mam do nikogo żalu), ale z drugiej strony COŚ mi jednak nie gra. Zarazem mam też świadomość, że Nick nadal się uczy i być może z czasem inaczej spojrzy na to wszystko.

-Tylko byle chwast rośnie szybko- powiedziała mi na to pewna mądra siostra zakonna.-A drzewa wzrastają latami. Ty już rzuciłaś ziarno i dalej się o nic nie martw. Nick to przecież mądry człowiek i Duch św. go prowadzi. Kiedyś to do niego dotrze!

Ponieważ tyle pracy i serca włożyłam w całość nie rezygnuję z wersji angielskojęzycznej „Na skrzydłach jak Nick Vujicic”. Ta książka może dalej komuś pomóc. Nie zapala się przecież światła, by stawiać je pod korcem- nie widzę zatem powodu dla którego miałabym porzucać ten mój projekt (książkę napisałam najlepiej jak umiałam- a pewnie byłaby ona jeszcze ciekawsza i bardziej poruszająca gdyby drzwi LWL i drzwi serca Nicka otworzyły się przede mną). Wersję angielskojęzyczną momentami lekko rozwinęłam w stosunku do wersji polskojęzycznej- bowiem miałam więcej dystansu do pisania (a raczej do siebie samej jako autorki).

Cały czas jestem wielką fanką Nicka i cieszę się, że dane mi było napisać jego biografię- traktuję to jako wielkie wyróżnienie (przed którym początkowo chciałam „zwiać” jak niektórzy z Was może wiedzą). Mam nadzieję, że dobre owoce jaki zrodzi angielskojęzyczna wersja „Na skrzydłach…” dadzą do myślenia LWL i że sam Nick kiedyś lepiej zrozumie  przekaz książki o nim czy raczej „o skrzydłach”, jakie  Pan Bóg daje każdemu pokornemu człowiekowi, który ufa Mu bezgranicznie, a także to, że JEDYNIE Bóg jest Autorem wszystkich prawdziwie wielkich i dobrych dzieł w życiu każdego człowieka. Życzę Nickowi, by nigdy nie utracił SKRZYDEŁ, by zawsze bardziej pomnażał dobra duchowe niż materialne i by nie bał się konkurencji w życiu chrześcijańskim (maleńkiej jak ja czy ciut większej).

Angielskojęzyczna wersja biografii Nicka będzie nosić tytuł „Soaring on Wings. The Story of Nick Vujicic” (może macie inne, lepsze sugestie?) i ukaże się jako e-book na Amazon na początku stycznia. Nie mam sztabu promującego tę książkę ani w Polsce ani gdziekolwiek za granicą, ale i tak dociera ona do tych, do których powinna (wiem, że partia książek w polskiej wersji językowej trafiła nawet do Polonii w Kanadzie i proszą o kolejne egzemplarze, bo bardzo im się podoba). Cieszę się, że ”Na skrzydłach…” pomaga wielu osobom – dostaję dużo pozytywnych informacji zwrotnych na ten temat. Chociaż nie mam „błogosławieństwa” Nicka, to w głębi duszy czuję, że Pan Bóg uśmiecha się na myśl o tej książce…

Opublikowano książka Nick Vujicic, Nick Vujicic | Otagowano , , , | Skomentuj

Kiedy Bóg drzwi zamyka….

Wielkie drzwi zamknęły się przede mną z hukiem kilka dni temu. Głuche uderzenie klamki poczułam mocno na swoim nosie. „To niemożliwe” – pomyślałam.- „Przecież jeszcze do niedawna witano mnie tam z wielkimi honorami i obiecywano złote góry.” Chociaż chciało mi się płakać (przez moment), bo piękne wizje prysnęły niczym bańka mydlana, pomyślałam sobie jedno….

KIEDY BÓG DRZWI ZAMYKA — TO OTWIERA OKNO

woman-behind-closed-door

Kiedy mówisz

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
KIEDY BÓG DRZWI ZAMYKA — TO OTWIERA OKNO
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz

Jan Twardowski

Opublikowano inspiracja, książka Nick Vujicic | Otagowano , | Skomentuj

A sio muchy!

e1406494-bb93-4338-b674-2803274f5491_20110511112909_Radosc-zycia--64

 

To bardzo ciekawe, ale i zarazem trudne doświadczenie pisać książkę, gdy to ONA sama do ciebie przyszła, a nie ty ją sobie sama wymyśliłaś, zwłaszcza gdy nigdy nawet o pisaniu nie marzyłaś. Po momentach euforii dopada mnie przygnębienie i myśl, że Pan Bóg nie mógł chyba wybrać gorszego matoła na autora tej biografii. Wiem, że jako debiutantka zaczynam od poziomu zero: zero doświadczenia pisarskiego, zero dorobku, zero czytelników, zero kontaktów w wydawnictwach, zero układów. Jedno wielkie zero. To trochę przeraża! Z całych sił odganiam od siebie lęki, chociaż one do mnie wracają, niczym natarczywe muchy. Nie skupiam się na nich zbytnio. To najmniej istotna sprawa.W tym pisaniu nie chodzi przecież o mnie (a tym bardziej o moje obawy!).

Chociaż nie wszyscy, na relacji których szczególnie mi zależało, wsparli mnie czy chociaż dali mi szansę (to trochę boli, zwłaszcza, że wiele razy i na różne sposoby próbowałam do nich dotrzeć), cieszę się, że ta książka jednak powstała. Jetem przekonana, że niejedna osoba, która po nią sięgnie odnajdzie swoje zagubione skrzydła i uniesie się na nich wysoko, tak, jak Nick i, że tak już jej zostanie. I to mnie w tym wszystkim najbardziej kręci. To własnie daje siłę i wytrwałość.  Ja już teraz cieszę się radością, która będzie udziałem Czytelnika, jeśli tylko On zechce się  na nią otworzyć. Dla tej Radości warto było!

To cóż, że zaczynam z poziomu zero? Patrząc z właściwej perspektywy nie widzę nigdzie swoich lęków. Zniknęły. Odkrywam za to w sobie siłę, dzięki której mogę dojść nawet na koniec świata. Wierzę też, że zespół Nicka i sam Nick przekona się do mnie w odpowiednim czasie. Mam nawet nadzieję, że zaprzyjaźnię się kiedyś z mówcą bez kończyn. Szalone? Niezupełnie!

Za dwa miesiące książka trafi do księgarni. Nie mogę się doczekać!

Opublikowano książka Nick Vujicic, Nick Vujicic, nick vujicic w Polsce, niepełnosprawność | Otagowano , | Skomentuj

Ojciec czterystu dzieci

Mówią na niego ojciec czterystu dzieci. Tylko troje z nich urodziła mu żona. Resztę pozbierał z przytułków, gdzie w zatłoczonych salach całymi dniami gapiły się w sufit lub okno. Rodzice oddali je państwu na wychowanie, bo nie stać ich było na ich utrzymanie lub leczenie.

 Klasztor na odludziu

Ojciec Michaił jest żonatym księdzem prawosławnym. Gdy trójka jego dzieci wyszła w świat, wraz z żoną poświęcił się życiu monastycznemu. Na pograniczu rumuńkso -ukraińskim, z dala od zgiełku i obojętności wielkich miast, założył  klasztor oraz sierociniec.

Sam był sierotą

Sam był sierotą

Dziś odłam męski i żeński monastyru ma ponad stu braci i ponad sto sióstr. Mniszki prowadzą dom dla dzieci i szkołę. Bracia poświęcają się ciężkiej pracy na gospodarstwie. Wybudowali też pięć kościołów, cele zakonne i budynki dla dzieci. 

Dom dzieci

Dom dziecka jest ostoją dla dziewczynek i chłopców, zwłaszcza chorych, których nikt nie chciał. Wiele z nich jest sparaliżowanych, ma AIDS, porażenie mózgowe, padaczkę czy raka. Niektóre nie widzą, nie słyszą, nie mówią. Są w tym domu oczywiście także dzieci zdrowe.

Założyciel klasztoru i domu dziecka sam był sierotą i dobrze wie, jak to jest żyć bez rodziców. Kiedyś zadawał Bogu pytanie, dlaczego jego życie jest dużo cięższe od innych, dziś pragnie pomagać dzieciom najbiedniejszym i „najgorszym”.

Z chorymi dziećmi

Z chorymi dziećmi

 We wspólnocie panuje duch miłości i radości. Patrząc na uśmiechnięte, twarze zadbanych dzieci, ciężko uwierzyć, że są one sierotami. Stanowią one jakby jedną wielką rodzinę, w której dzieci zdrowe pomagają chorym, starsze młodszym. Razem uczą się, pracują, modlą i wypoczywają. Dzieci spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu, chociażby w monasterskim zwierzyńcu czy na placu zabaw. Czasem udają się na karuzelę do wesołego miasteczka.

Gdy pierwsza z wychowanek domu dziecka brała ślub wspólnota zorganizowała huczne wesele, na które zaproszono całą parafię: dwa i pół tysiąca gości. Wszyscy przynieśli ogromne prezenty dla państwa młodych. Tego dnia Michaił nie tylko odprawiał mszę ślubną, ale wystąpił też w roli ojca panny młodej.

Bóg troszczy się o nich przez ludzi

Żywa wiara sprawia, ze ojciec Michaił (obecnie biskup Longin) całkowicie ufa Bogu. Pytany przez tych, którzy mają dwoje, troje dzieci i tak bardzo boją się tego, że nie dadzą rady ich wychować, o to jak poradzi sobie z tak wielką gromadą, odpowiada, że skoro Bóg do tej pory o wszystko się troszczył, to podobnie zatroszczy się o dzień jutrzejszy. Poucza, że należy tylko ufać Mu bez wahań, całym sercem i czystą duszą. „Jeśli prosisz, musisz wierzyć, a nie myśleć, że Bóg może da, a może nie.” – mówi . Z taką prostotą wychowuje swą liczną trzódkę, a Bóg dostarcza im wszystko, co jest potrzebne i zawsze na czas. 

Biskup Longin

Biskup Longin

Pewnego razu ojciec Michaił pracował ciężko w polu, gdy podszedł do niego ktoś z kuchni i zgłosił brak oleju. Batiuszka nie czuł się tego dnia najlepiej, więc odezwał się jedynie: „No cóż, skoro nie ma oleju, Bóg sam się zatroszczy.” Powrócił w pole odsyłając człowieka do kuchni. Chwilę potem podjechał do niego samochód. Kierowca zakomunikował batiuszce, iż przywiózł czterdzieści litrów oleju dla klasztoru . Uszczęśliwiony duchowny uściskał i obcałował darczyńcę. Gdy człowiek ten dowiedział się, dlaczego dar ten sprawił tyle radości, odjechał bez pożegnania, by za chwilę dowieźć jeszcze dwieście litrów.
Typowy państwowy sierociniec na Ukrainie

Typowy państwowy sierociniec na Ukrainie

Michaił, sam bardzo ubogi, dzieli się jeszcze z innymi. Mleko, które jako wspólnota pozyskują od swoich krów trafia nie tylko na stół dla „swoich dzieci”, ale także do szpitala i domów opieki. W okresie świąt mnisi odwiedzają przytułki, domy opieki niosąc chorym paczki. 
 

Tam dzieją się cuda

 
Wspólnota ojca Michaiła doświadcza nie tylko cudu rozmnożenia chleba. Dzieją się tam także inne cuda.
Jeden z kościołów

Jeden z kościołów

Kilkanaście lat temu dwuletnie, zaledwie sześciokilogramowe, dziecko konało na podwójny nowotwór. Jego ciało rozkładało się od środka za życia i zapach był nie do zniesienia. Lekarz dawał mu najwyżej dwie godziny życia. Ojciec Michaił zapłakał nad biedactwem nie dlatego, że umierało, ale dlatego, że było sierotą. Gdyby miało obok siebie matkę, łatwiej było by mu znieść ból i śmierć. Michaił wziął malucha na ręce i poniósł do celi, w której znajdowała się ikona Matki Bożej. Położył dziecko przed obrazem mówiąc: „Matko Boża, on nie ma nikogo na tym świecie. Jest sierotą. Pomóż mu i nie opuszczaj go.” Rano dziecko zaczęło lepiej oddychać i jeść. Dziś ten chłopiec wstąpił do monasteru. 
 
 Jeden z największych jednak cudów wydarzył się w okresie wielkanocnym. W Wielki Czwartek mała dziewczynka wyszła sama z kościoła.  Na zewnątrz jacyś chłopcy, dla zabawy, wrzucili ją do studni. Rodzice próbowali ją ratować, co było bezskuteczne, po czym zawieźli ją do szpitala.
Niczym jedna rodzina

Niczym jedna rodzina

 

Ojciec Michaił był w tym czasie w Kijowie. Gdy tylko usłyszał o tej tragedii wielce się zasmucił i wezwał wszystkich do modlitwy. Lekarz tłumaczył mu, że dziecko nie żyje: „ Ojcze, nie mogę nic więcej zrobić. Zrobiłem wszystko. Nawet zastrzyk w serce jej nie uratował. Była już nieżywa, jak ją przywieziono. Utonęła. Nie żyje od pięciu godzin.” Zakryto jej usta bandażami,  skrzyżowano ręce na piersi, ale ojciec Michaił polecił, aby sięgnięto pomocy matki Serafimy, która zmarła w wieku dziewięćdziesięciu czterech lat i była dobrą, bogobojną kobietą, spędzającą noce na modlitwach. Wszyscy za jej życia podpatrywali przez szparę w drzwiach celi, jak matka Serafima, wznosząc dłonie do góry, modliła się i płakała całymi nocami. Jej ciało, nie dotknięte rozkładem, spoczywało w monasterze. Ojciec Michaił polecił, aby wziąć coś, co należało do matki Serafimy i położyć na zmarłej dziewczynce. Wzięto więc chusteczkę, nieco ziemi z grobu zakonnicy, i udano się do szpitala po czym położono te rzeczy na dziewczynce, a ona ożyła.  W tym samym szpitalu leżał też chłopczyk chory na nerki. Był pod dializatorem. Powiedziano księdzu Michaiłowi, że chłopiec nie może być ochrzczony. Mówili, że jest za mały, a jak mu zabrać aparat, umrze-wszystko w nim było martwe. Ojciec Michaił pokropił chłopca wodą święconą. Powiedział, że nawet jak jego rodzice są innej wiary, dziecko jest niewinne, i nie może umrzeć nieochrzczone. Uczynił nad nim znak krzyża i chłopiec ozdrowiał i żyje do dziś.

 

Poniżej film dokumentalny o ojcu Michaile i jego dzieciach (wersja językowa rosyjska i angielska).

 
Opublikowano inspiracja, prawosławie | Otagowano , , , | Skomentuj

Piękna kobieta, która budzi do życia innych

Mieszka na Kaszubach we wsi Dziemiany z trójką swoich braci i rodzicami. Chociaż na co dzień  musi pokonywać zdecydowanie więcej przeszkód niż inni, bowiem cierpi na postępującą chorobę, jest pełna optymizmu i siły, które nie tylko pozwalają jej samej cieszyć się życiem, ale także inspirują do tego innych.

Rodzina

Marlena Kleinschmidt ma cudownych rodziców i pięciu braci (dwóch z nich mieszka oddzielnie). Tworzą kochającą się rodzinę. Lubią spędzać czas ze sobą i wspólnie celebrować uroczystości rodzinne.

Marlena - jak zawsze uśmiechnięta

Marlena – jak zawsze uśmiechnięta

Marlena nie jest jedyną osobą niepełnosprawną w domu. Trzech z jej braci cierpi dokładnie na to samo, co ona: rdzeniowy zanik mięśni (SMA). Jest to choroba genetyczna powodująca, jak wskazuje na to jej nazwa, osłabienie i zanik mięśni. Chory ma trudności z chodzeniem lub wcale nie chodzi, ciężko mu utrzymywać postawę ciała w pionie, a w skrajnych stanach mówić i połykać. Naukowcy opracowują specjalny lek, który za dwa, trzy lata może znacząco wpłynąć na jakość życia osób z tą chorobą.

Czwórka niepełnosprawnego rodzeństwa mimo wszystko się nie poddaje. Korzystają z rehabilitacji i prowadzą normalne, aktywne życie.

Patryk studiuje matematykę

„Patryk, najsłabszy z nas, studiuje matematykę i przyjeżdża do domu na weekendy. Na co dzień opiekuje się nim kuzyn. Patryk dwa razy brał udział w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Tomek -drugi z braci na wózku prowadzi własną firmę, w której zajmuje się projektowaniem stron internetowych. Trzeci brat z SMA – Bolek uczy się w szkole średniej.”

Bolek i Marlena

 

Piękna kobieta na wózku

Marlena ukończyła liceum oraz kursy stylizacji i wizażu. Bardzo o siebie dba, zawsze wygląda nienagannie – jest umalowana, uczesana, ładnie ubrana (nieodłącznym elementem jej stroju są szpilki) i ma zrobione paznokcie. Uśmiech, który rzadko kiedy schodzi z jej twarzy, a także błysk w oku, dodają jej jeszcze więcej uroku.

Marlena usłyszała w życiu tak wiele komplementów na temat swojej urody, że postanowiła zająć się modelingiem. Wzięła udział w kilku sesjach zdjęciowych i opracowała własne portfolio modelki w internecie. Uczestniczyła także w wyborach miss piękności na wózku. Chociaż nie dostała się do ścisłego finału, była blisko. Na ponad siedemdziesiąt uczestniczek zajęła dwunaste miejsce otrzymując aż siedem tysięcy głosów w plebiscycie.

Zawsze zadbana

Dziewczyna raz dostała także propozycję, by jej twarz znalazła się na okładce popularnego magazynu- niestety zmienił się redaktor i nic z tego nie wyszło. Marlena nie traci jednak nadziei, że wszystko jeszcze przed nią. Marzy także o tym, by jej zdjęcia trafiły do reklamy.

 

Wspiera innych

Marlena dziwi się, że tak dużo kobiet, także w pełni zdrowych, ma niskie poczucie wartości i widzi w sobie same mankamenty.

Marlena - piękna jak zwykle

Marlena – piękna jak zwykle

 

„Nieważne czy jest się chudą czy grubą, wysoką czy niską, rudą czy blondynką albo i łysą, z wózkiem czy kulą – każda z nasz ma coś w sobie co można podkreślić, by czuć się pięknie.” – tłumaczy im na swoim blogu.

Ludzie piszą do Marleny dziękując jej za optymizm, który im przekazuje w swoich postach. Niektórzy z nich zostają nawet jej korespondencyjnymi (i nie tylko) przyjaciółmi. Tomek z Wielkiej Brytanii tak bardzo polubił tę przemiłą dziewczynę na wózku, że zabrał ją na wakacje do Egiptu, i w ten sposób spełnił jej marzenie o wyjeździe za granicę. Tomasz i Marlena są oddanymi przyjaciółmi, którzy wspierają się nawzajem.

Tomek prowadzi firmę

Marlena w wielu listach pociesza także chore dzieci i ich rodziców, inspiruje ich, by nigdy się nie poddawali. Radość, która dzięki temu staje się ich udziałem jest także jej największą radością. Nie dziwne, że motto Marleny brzmi: „Swoim życiem budź do życia innych.”

Bariery

Niepełnosprawność to dla Marleny bardziej stan umysłu niż ciała.

”Każdy w jakimś stopniu jest niepełnosprawny. Niekiedy chora osoba może więcej niż zdrowa. Znam ludzi zdrowych, którzy są słabi psychicznie i chociaż pozornie mają wszystko, są nieszczęśliwi. I to także jest niepełnosprawność w pewnym stopniu.”

Marlena uwielbia fotomodelling

O osobach na wózku Marlena wypowiada się następująco:
„Jesteśmy tacy sami, jak inni. Mamy takie same potrzeby, podobne marzenia. Potrzebujemy tylko pomocy w codziennym życiu.”

Marlena otrzymuje tę pomoc od swoich rodziców i od dwóch zdrowych braci (jeden z nich mieszka po sąsiedzku, a drugi w Gdyni). Zwłaszcza rodzice wyręczają ją w czynnościach, które są dla niej zbyt trudne czy nieosiągalne- jak chociażby wejście po schodach do domu. Dwanaście schodków dzielących poziom ogrodu i drzwi wejściowych to przecież dla Marleny przeszkoda nie do pokonania. Zatem rodzice, często wielokrotnie w ciągu dnia, wciągają ją na wózku po tych schodach lub przenoszą ja na rękach. Podobnie transportują trzech swoich synów. Nigdy się na to, ani na swój los, nie uskarżają.

Odciążyć rodziców

Marlena jest bardzo aktywną kobietą: chodzi na spacery, czasem na dyskoteki i spotyka się ze znajomymi, lecz za każdym razem, po to by wyjść z domu, musi liczyć na silne dłonie swoich niemłodych już rodziców. Kochająca córka bardzo chciałby oszczędzić rodzicom trudu zwłaszcza, że w przyszłości będą oni mieć coraz mniej siły.

„Postanowiłam zbierać na windę, by im było lżej i i byśmy z rodzeństwem mogli często wychodzić.”

Koszt takiej windy to około 40-45 tysięcy złotych. Przez trzy lata zbiórki Marlenie udało się zgromadzić osiemnaście tysięcy złotych.

Marlena jako fotomodelka

„Nie lubimy smucić, ani żebrać i  nigdy o nic nie prosiliśmy. Sama raz wysłałam paczkę z ubraniami biednym dzieciom i to pierwszy nasza prośba o coś do ludzi.  Rodzice nawet nie chcieli konta na 1%, ale w końcu postanowiłam zrobić to konto, bo ludzie chętnie oddają. Wiele osób pytało mnie czemu nie mam takiego subkonta, a inni czasem proponowali darowizny. Mam nadzieję, że pomału zbierzemy potrzebne środki na windę. Wierzę w to, że  są dobrzy ludzie na tym świecie.”

Marlena budzi innych do życia i pokazuje nam wszystkim, że tak niewiele potrzeba, by uszczęśliwiać drugiego człowieka. Warto jej się za to odwdzięczyć także materialnie, zwłaszcza, że ona nie martwi się o siebie.

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym SŁONECZKO

Stawnica 33
77-400 Złotów.
wpłaty krajowe w PLN: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
wpłaty w EURO: kod SWIFT(BIC): GBW CPL PP-76 8944 0003 0000 2088 2000 0050
wpłaty w USD: kod SWIFT(BIC): GBW CPL PP-97 8944 0003 0000 2088 2000 0060
W tytule przelewu należy wpisać M.T.P.B. KLEINSCHMIDT 413 K

 

 

Opublikowano inspiracja, modelling, niepełnosprawność | Otagowano , , , | Skomentuj

Może to własnie TY pomożesz polskiemu Nickowi Vujicicowi zrealizować marzenia?

Mariusz Kędzierski w pewnym sensie  przypomina Nicka Vujicica. Po pierwsze także urodził się bez rąk, a po drugie wyróżnia go wielka pasja –Mariusz rysuje bowiem niezwykłe portrety i grafiki. W swoim dorobku ma już kilka wystaw w Polsce i za granicą. Jego największym sukcesem jest zajęcie drugiego miejsca w prestiżowej wystawie dla debiutujących artystów w Wiedniu, w której uczestniczyło stu pięćdziesięciu twórców z całego świata.

Mariusz Kędzierski

Mariusz Kędzierski

Ten utalentowany młody człowiek ma trzy marzenia.

1. Chciałby osobiście wręczyć Nickowi Vujicicowi jego potret.

Nick Vujicic, 2014

Nick Vujicic, 2014

Nick Vujicic wystąpi w Polsce 30 kwietnia na stadionie Inea w Poznaniu. Będzie tam przemawiał do czterdziestu tysięcy osób. Mariusz pragnie jedynie przez chwilę przekazać mu swój rysunek.

Światowej sławy mówca motywacyjny bez kończyn, jest największą inspiracją dla polskiego artysty bez rąk. Za jego przykładem Mariusz także zaczął spotykać się z młodzieżą w szkołach, a także realizować śmiałe marzenia.

2. Mariusz szuka osób, które pomogą mu zorganizować i opłacić wystawę w Nowym Jorku.

Podjął w tym kierunku starania. Zgłosił się do konkursu dla ludzi z pasją, którzy pragną zrealizować swoje marzenia, a brak środków im to uniemożliwia. Konkurs nazywa się It’s your life, just take it. Artysta udzielił także wywiadu dla  Nowego Dziennika, który jest największym pismem dla Polonii w  Stanach,

W przyszłości marzą mu się także wystawy w Londynie, Lizbonie, Paryżu, Rzymie, Berlinie i Zurychu.

Na wystawie w Oksfordzie

Na wystawie w Oksfordzie

3. Mariusz chciałby o swoich powyższych dwóch marzeniach  opowiedzieć w mediach.

Chętnie wystąpił by w tym celu w jakimś popularnym programie internetowym, takim jak 20 m² Łukasza – Mariusz jest bowiem wielkim fanem Łukasza Jakóbiaka.

Łukasz Jakóbiak

Łukasz Jakóbiak

Jako autorka biografii Nicka Vujicica staram się pomóc Mariuszowi zrealizować jego marzenia, zwłaszcza to pierwsze. Na moją prośbę ktoś z organizatorów przyjazdu Nicka do Polski pracuje nad tym, by Mariusz mógł wręczyć mówcy bez kończyn jego portret. Zapewne dodatkowa wzmianka w mediach na temat wielkich marzeń Mariusza mogłaby przekonać Nicka, by poświęcił polskiemu artyście pięć minut.

Proszę Was o dzielenie się tym postem w mediach społecznościowych, aby w ten sposób pomóc temu utalentowanego chłopakowi bez rąk zrealizować jego pomysły .

Z góry bardzo Wam wszystkim dziękuję!

Przykładowe rysunki Mariusz są tutaj

Opublikowano mariusz kędzierski, niepełnosprawność, sztuka, Łukasz Jakóbiak | Otagowano , , | Skomentuj

Światowej sławy mówca motywacyjny bez rąk i nóg przybędzie do Polski

Trzydziestojednoletni Nicholas James Vujicic — niepełnosprawny mówca motywacyjny, skupia na sobie uwagę milionów ludzi z całego świata. Chociaż urodził się bez obydwu rąk i nóg, z jedną małą stópką z dwoma palcami żyje życiem pozbawionym ograniczeń.

Sprawny niepełnosprawny

Nick samodzielnie wykonuje wiele czynności. Porusza się, schodzi i wchodzi po schodach, umie się podnieść z pozycji leżącej. Szczotkuje zęby, goli się, bierze prysznic i myje głowę. Sam także się ubiera. Ścieli łóżko, korzysta z odkurzacza, sprząta dom. Przygotowuje proste dania. Jeździ konno, gra w piłkę nożną i golfa. Pływa, nurkuje w oceanie, surfuje na desce, łowi ryby i steruje motorówką. Skacze na spadochronie, jeździ na deskorolce (na brzuchu), gra w bilarda. Na klawiaturze komputerowej pisze z prędkością czterdziestu trzech słów na minutę. Gra na specjalnej elektronicznej perkusji.

Nick sufruje z Bethany Hamilton

Nick ma na swoim koncie liczne osiągnięcia. Ukończył studia. Jest szefem dwóch firm, inwestorem nieruchomości i inwestorem giełdowym. „Uścisnął dłoń” (to jego słowa) kilkunastu prezydentom. Przemawiał w wielu kongresach. Jest autorem kilku bestsellerów. Zagrał w filmie krótkometrażowym „Cyrk Motyli.” Nagrał kilka teledysków i wiele filmów o swoim życiu bez kończyn. Udzielił tysięcy wywiadów. Założył rodzinę (ma żonę i szesnastomiesięcznego syna). Występuje na stadionach jako mówca motywacyjny – największa jego widownia wynosiła 110 tys. ludzi i zgromadziła się w Indiach. Do tej pory przemawiał w ponad 50 krajach świata, w niektórych kilkukrotnie.

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Nick rozumie niepełnosprawność jako stan umysłu a nie ciała.„Czym jest kalectwo? (…) To coś, co nie pozwala ci osiągnąć pewnych rzeczy. To, że nie mam rąk i nóg, nie oznacza, że nie odniosę sukcesu. (…) Więc co nas powstrzymuje? Umysł! To, jak postrzegamy siebie, jak postrzegamy cel, do którego zmierzamy, zadecyduje o tym, co osiągniemy w życiu” – mówi.

Od depresji do niesienia nadziei innym

Nick Vujicic jako dziesięciolatek próbował utopić się w wannie bo nienawidził siebie, swojego życia, kolegów, którzy mu dokuczali w szkole, i Boga, który „dał mu mniej” niż innym. Gdy zanurzył głowę w wodzie oczyma wyobraźni zobaczył zrozpaczonych rodziców stojących nad trumną, w której leżało jego martwe ciało. Ich miłość powstrzymała go przed najgorszym.

Trzynastoletni Nick poznał historię Phila Totha. Chociaż był on jeszcze bardziej niepełnosprawny, bowiem cierpiał na zanik mięśni, motywował innych prowadząc stronę internetową. „Pisał” na klawiaturze poruszając głową, na której miał umocowaną opaskę z laserem. Przykład Phila zmotywował Nicka do podejmowania wyzwań, które wcześniej wydawały mu się nieosiągalne takich jak samodzielne ubieranie się, mycie, sprzątanie pokoju i tym podobne.

W dzieciństwie uwielbiał jazdę na deskorolce

W dzieciństwie uwielbiał jazdę na deskorolce

Mimo, że Nick pokonywał coraz to nowe przeszkody wewnętrzne i zewnętrzne, był zagniewany na Boga. Modlił się o cud przywrócenia rąk i nóg, którego nie dostawał. Nie rozumiał, dlaczego właśnie on był jedną z nielicznych pomyłek Boga, „rybą bez ogona.”

Mając lat piętnaście po rozważaniu fragmentu z Biblii o tym jak Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia, zrozumiał, że zarówno w przypadku przedstawionego w Biblii mężczyzny, jak i w jego własnym kalectwo było dane po to „aby się na nich objawiły sprawy Boże.” (por J 9,3)

Szesnastoletni Nick po raz pierwszy przemawiał w szkolnej średniej w grupie chrześcijańskiej. Mówił tak przejmująco, że ci, którzy go słuchali, nie byli w stanie pohamować łez. To wystąpienie pociągnęło za sobą następne. Już jako dwudziestolatek Nick wyjechał w pierwszą podróż zagraniczną do RPA.

W roku 2006 w kościele, w którym wygłaszał swoje świadectwo przyniesiono mu niespełna dwuletniego chłopca bez rąk i nóg. Matka chłopca ze łzami w oczach dziękowała Nickowi słowami:
„Nie masz pojęcia, jak bardzo modliłam się o znak od Boga, że On nie zapomniał o mnie ani o moim synu. Ty jesteś cudem. Ty jesteś naszym cudem.”

Nick z Danielem

Nick z Danielem

To właśnie pod wpływem tego nieprawdopodobnego spotkania Nick sformułował zdanie, które zapewne przejdzie do historii złotych myśli: „Jeśli nie otrzymujesz cudu, stan się nim.”

W latach 2007-2010 Vujicic przemawiał aż tysiąc razy, sześćset razy leciał samolotem. Niezwykle intensywny był także dla niego rok 2013 – w ciągu tego roku Nick odwiedził aż dwadzieścia cztery kraje, głównie w Azji i Ameryce Południowej.

Za każdym razem gdy Nick opowiada historię swojego życia ludzie płaczą i dziękują mu za nadzieję, jaką niosą jego słowa. Na wyjazdach Nick spotyka się z ubogimi mieszkańcami slumsów, z sierotami, z przedsiębiorcami, z bankierami, z milionerami, z głowami państw, z parlamentarzystami, z dziećmi i młodzieżą w szkołach, ze starszymi w domach opieki, z chorymi w szpitalach, z prostytutkami, więźniami, alkoholikami, narkomanami, i z ludźmi gromadzącymi się na stadionach. Rozbraja ich swoim nieprawdopodobnym poczuciem humoru, autentycznością i otwartością, a także czystą, bezinteresowną miłością. Zaraża ich swoim optymizmem i zachęca, by nigdy się nie poddawali i by mieli wielkie marzenia.„Skoro człowiek bez rąk i nóg może mieć wielkie marzenia, to dlaczego nie możemy mieć ich wszyscy?” – przekonuje.

Z dziećmi w Indiach

Z dziećmi w Indiach

Nick przyjedzie do Polski

Chociaż miesięcznie Nick dostaje dziesięć tysięcy zapytań z całego świata o wystąpienie, a w roku 2014 i 2015 ma być w rozjazdach nie więcej niż po sześć tygodni (spowolnienie spowodowane jest tym, że Nick chce poświęcić czas żonie i małemu synowi) zespołowi Milewscy & Partnerzy udało się zaprosić go do Polski, co już samo w sobie jest wielkim osiągnięciem.

Zaplanowana impreza z jego udziałem ma być częścią siedmiodniowej trasy motywacyjnej po Europie, która rozpocznie się w Szwajcarii, a zakończy w Polsce na stadionie INEA w Poznaniu, gdzie 30 kwietnia 2015 roku mieć będzie miejsce największe dotąd w Polsce wydarzenie motywacyjne dla czterdziestu tysięcy ludzi. Obok Nicka wystąpi drugi mówca motywacyjny i autor książek Les Brown, który także inspiruje innych do tego, by porzucili przeciętność i żyli pełnią życia.

Pierwsze występnie Nicka w naszym kraju z pewnością zgromadzi tłumy jego fanów i sympatyków z Polski a także z Niemiec. Pan Łukasz Milewski, mówca i autor książek, organizator imprezy z Nickiem a także dużych wydarzeń motywacyjnych w Polsce takich jak National Achievers Congress, liczy na to, że Nick zainspiruje zarówno rzesze biznesmenów, wielu ludzi sukcesu jak i przeciętnych Kowalskich, a także doda otuchy ludziom chorym i niepełnosprawnym, dla których także przewidziano miejsca na płycie stadionu.

Spotkanie z najbardziej znanym współczesnym chrześcijańskim mówcą motywacyjnym na świecie będzie z pewnością ucztą intelektualną i duchową dla tysięcy Polaków szukających mocnej inspiracji opartej na niezachwianych wartościach.

 

 

Opublikowano inspiracja, Nick Vujicic, nick vujicic w Polsce, niepełnosprawność | Otagowano , | Skomentuj

Historia playboya, który został obrońcą życia

Przyjaciel Nicka Vujicica – Eduardo Verastegui ma w sobie coś niezwykłego. I nie chodzi tu wcale o wyjątkową urodę, która go wyróżnia. Eduardo posiada bowiem klasę, jakiej mógłby mu pozazdrościć niejeden mężczyzna. Nieprawdopodobne, że jeszcze kilka lat temu był on jedynie powierzchownym playboyem.

Kariera w showbiznesie

Eduardo Verastegui z Meksyku rozpoczął swoja przygodę medialną jako piosenkarz w popularnym boysbandzie. Dzięki nieprzeciętnej urodzie wkrótce został również wziętym modelem, a zmysłowe zdjęcia jego umięśnionej i najczęściej roznegliżowanej sylwetki trafiały na pierwsze strony magazynów na całym świecie. Eduardo występował też w głupawych telenowelach nadawanych w ogólnokrajowej telewizji meksykańskiej.

Eduardo jako model

Eduardo jako model

Młody gwiazdor, głodny jeszcze większej sławy, udał się do miasta marzeń, gdzie zatrudnił się jako aktor w jednym ze studiów filmowych. Grał  w serialach i filmach hollywoodzkich. Najczęściej przydzielano mu role przystojnych amantów czy czarnych charakterów. Eduardo zyskiwał coraz więcej wielbicielek na całym świecie.

Wkrótce młody aktor miał nie tylko sławę, ale i pieniądze, a także własny dwudziestoosobowy zespół ludzi w Hollywood pracujący na jego sukces. Dniami ciężko pracował, a wieczorami prowadził hulaszcze życie gwiazdy: chodził na imprezy, pił alkohol, zażywał narkotyki i uprawiał seks z przygodnymi kobietami. Chociaż osiągnął wszytko, o czym mógł tylko zamarzyć, o dziwo, nie czuł się szczęśliwy. Zamiast poczucia spełnienia ogarniała go pustka,  zamiast radości – niepokój.

Jeden z najprzystojniejszych aktorów w Hollywood

Jeden z najprzystojniejszych aktorów w Hollywood

Obawy rodziców

Rodzice Eduardo, pobożni meksykańscy katolicy, martwili się o syna. Mieli świadomość, że sława i pieniądze wcale nie czynią człowieka szczęśliwym. Matka obawiała się, że jej ukochany syn prowadząc tak hulaszcze życie może trafić do więzienia, ulec ciężkiemu wypadkowi, czy nawet zginąć tragicznie. Kierowała zatem do niego ostrzeżenia. Prosiła, aby żył przyzwoicie, lecz syn pozostawał głuchy na te uwagi. Kobieta nie ustępowała. Skoro nieskuteczne były jej słowa, efekt mogły przynieść jej żarliwe modlitwy. Zanosiła je do Boga dniami i nocami przez wstawiennictwo Pani z Gauadalupe.

Matka Boża z Guadalupe

Matka Boża z Guadalupe

Przemiana

Eduardo nie mówił zbyt płynnie po angielsku. By doszlifować język wynajął nauczycielkę, z którą ćwiczył konwersacje. W ramach nauki kobieta, która była gorliwą chrześcijanką, zadawała mu trudne pytania. Ich trudność nie wynikała z użytych konstrukcji gramatycznych, ale z poruszanych treści.

—Jakie przysłanie płynie z twoich ról filmowych? Jakie wyznajesz wartości? —pytała.

Pewnego dnia nauczycielka zadała Eduardo następujące pytanie:

— Czy wierzysz w Boga?

—Tak— odpowiedział  on bez wahania.

—Czy Go kochasz? —nie ustępowała. — Czy kierujesz się w swym życiu Dziesięcioma Przykazaniami? Czy wierzysz w to, że twoje ciało jest świątynią Ducha Św?

 —Tak —odpowiadał Eduardo, który przecież był katolikiem.

—Skoro wierzysz w to co powiedziałeś, to czemu obrażasz Boga? Czemu łamiesz przykazania i profanujesz świątynię swojej duszy? Plujesz Bogu w twarz!— wypowiedziawszy te słowa nauczycielka wyszła w milczeniu zostawiając skonsternowanego ucznia samego.

514116684f555_350x0

Eduardo Verastegui

Jej słowa przeszyły na wylot zaskoczonego Eduardo. W jednej chwili zrozumiał on cały bezsens swojego dotychczasowego życia. Upadł na kolana, i zalał się potokiem łez. Uzmysłowił sobie, że otrzymane od Boga talenty używał wyłącznie na swoją chwałę, i, co gorsza, demoralizował innych.

Przy kolejnym spotkaniu anglistka powiedziała Eduardo, że wszystkie jego grzechy są jak kropla wody w oceanie Bożego Miłosierdzia — wystarczy, by za nie żałował.

Od tego momentu Bóg stał się dla Eduardo kimś bliskim: jego Zbawicielem, Przyjacielem, ale także jego Managerem. Aktor obiecał swojemu Przełożonemu, że nigdy nie wykorzysta swoich talentów w taki sposób, który mógłby gorszyć innych.

Zupełnie nowa droga

Po swoim nawróceniu Verastegui przeczytał pewną inspirującą książkę chrześcijańską i był gotowy opuścić Hollywood, aby lepiej służyć Bogu. Sprzedał nawet cały swój majątek i chciał udać się na dwa lata z misją do dżungli amazońskiej w Brazylii. Pewnie przyjaciel ksiądz definitywnie odradził mu tego kroku, tłumacząc, że „Hollywood jest większą dżunglą.”

—Bóg nie po to postawił cię w tym miejscu, i tu otworzył ci oczy, abyś teraz stąd uciekał − tłumaczył kapłan.

Na planie filmu Little Boy

Na planie filmu Little Boy

Gdy managerowie Eduardo dowiedzieli się, że przestały go interesować projekty nad jakimi do tej pory pracował, pomyśleli, że zwariował. Aktor, którego angielski nadal nie był idealny, nie do końca potrafił wyrazić co działo się w jego wnętrzu. Raziły go role bandytów i szemranych bohaterów. Pragnął odgrywać prawdziwych, heroicznych facetów, którzy byliby dobrymi wzorcami dla innych. Nikt jednak nie oferował mu takich ról, o jakie prosił. Czuł się samotny, gdyż żaden z jego dotychczasowych przyjaciół i współpracowników nie podzielał jego wartości. Zrozumiał, że jako aktor nie ma żadnego wpływu na wybór oferowanych mu ról. Aby to zmienić postanowił zostać producentem.

Własne studio

Pewnego dnia na parkingu przy kościele, do którego chodził prawie codziennie, Eduardo spotkał Lio Severino, prawnika z Century Fox, który podzielał jego wizję filmową. Z meksykańskim producentem Alejandro Monteverde we trójkę stworzyli mały, skromny zespół producentów, który nazwali Metanoja (gr. nawrócenie). Nie mieli nawet profesjonalnego biura więc pracowali w salonie domu Eduardo. Po czterech latach pracy firma bankrutowała. Wtedy przyszła intratna propozycja filmowa, dzięki której Eduardo mógł zarobić niezłe pieniądze, lecz znów wymagała ona kompromisu, na który aktor nie chciał się zgodzić. Chociaż tak bardzo potrzebne były mu środki do życia odrzucił kontrakt.

Sean Wolfington, inwestor

Sean Wolfington, inwestor

Kilka dni później Eduardo spotkał inwestora Sean’a Wolfingtona i przedstawił mu wizję filmu Bella, który planował. Zespół Metanoja miał do Belli reżysera, głównego aktora i gotowy scenariusz. Brakowało jedynie (!) trzech milionów dolarów na realizację przedsięwzięcia. O dziwo, Sean zdecydował się zainwestować w grupę trzech szalonych przyjaciół, którzy wcześniej nie wyprodukowali jeszcze niczego.

Bella

Decyzja inwestora zdawała się całkowicie nieracjonalna, wewnętrzny głos Ducha św. podpowiadał mu jednak, że ma zaangażować się w to dzieło. Kontaktował się w tej sprawie z producentem Pasji Steve’m McEveety, lecz on wyrażał ogromne obawy — grupa Eduarda nie miała żadnego dorobku. Mimo to Wolfington poprosił producenta Pasji o udzielenie zespołowi kilku wskazówek. Praca na planie filmowym przebiegała sprawnie. McEveety wkrótce obejrzał pierwszą wersję roboczą, po której zmienił zdanie. Film tak mocno go poruszył, że włączył się w jego promocję i dystrybucję.

Producent "Pasji"

Producent „Pasji”

 Bella jest jednodniową relacją z życia młodej kobiety Niny, która w dniu, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży zostaje wyrzucona z pracy za kolejne spóźnienie. Dzięki pomocy okazanej przez Jose— brata jej szefa (tę rolę odgrywa Eduardo) kobieta decyduje się urodzić dziecko, mimo że rozważała aborcję. José pomagając jej zmierza się zarazem ze swoja bolesną przeszłością (spowodował kiedyś wypadek i śmierć małej dziewczynki).

Kadr z filmu Bella

Kadr z filmu Bella

Na Toronto Film Festival film zdobył główną nagrodę.

Inne filmy z klasą

Eduardo wystąpił także w krótkometrażowym filmie „Cyrk Motyli”, w którym zagrał obok światowej sławy mówcy motywacyjnego bez rąk i nóg: Nicka Vujicica. Eduardo odgrywa w nim rolę  charyzmatycznego dyrektora Cyrku Motyli — Mendeza.

Rola Mendeza

Rola Mendeza

Aktor i producent w jednym nakręcił też film dokumentalny o Matce Bożej z Guadalupe, oraz film zatytułowany Little Boy (ostatnio wszedł na ekrany w Stanach). Wystąpił także w wielkiej produkcji Cristiada, która opowiada o męczennikach meksykańskich z czasów katolickiego powstania w latach dwudziestych XX wieku. Na polską premierę Cristiady Eduardo przyleciał siódmego kwietnia 2013 r. do Polski do Rzeszowa, gdzie mówił o filmie, jego przesłaniu i o swojej niezwykłej przemianie. Miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z nim i zadać mu kilka pytań.

Obrońca życia

Gdy Eduardo przygotowywał się do roli Jose w Belli, w celu lepszego poznania tematu filmu, udał się pod klinikę aborcyjną. W tym czasie pewna para meksykańskich imigrantów kierowała się własnie na zabieg przerwania ciąży. Kobieta i mężczyzna rozpoznali sławnego aktora i wdali się z nim w dłuższą rozmowę, po której nie dotarli już do kliniki, lecz powrócili do domu.

Kilka miesięcy później ponownie spotkali się z aktorem — tym razem w szpitalu położniczym. Malec, który przyszedł na świat otrzymał imię Edoardo.

Obrońca życia

Obrońca życia

Temat ochrony życia nienarodzonych mocno zainteresował aktora. Eduardo zapraszany jest z wystąpieniami pro-life do wielu krajów świata. Przemawia do polityków i parlamentarzystów. Bierze udział w Marszach dla Życia. Spotyka się z młodzieżą. Niejednokrotnie sam czuwa przed klinikami aborcyjnymi, gdzie rozmawia z kobietami udającymi się na aborcję. Oferuje im pomoc materialną, pomaga w znalezieniu pracy, lub odsyła do odpowiednich instytucji (np. adopcyjnych).

W 2011 r Eduardo otworzył nowoczesną przychodnię pro-life w Los Angeles zwaną Guadalupe Center. W promieniu jednej mili wokół przychodni znajduje się aż dziesięć klinik aborcyjnych.

Dzięki zaangażowaniu Eduardo w tematykę pro-life, w tym dzięki filmowi Bella tysiące dzieci zostało ocalonych przed aborcją.

„Jestem bardzo słabym człowiekiem i muszę padać na kolana do modlitwy codziennie, bo jedyną rzeczą, która robię idealnie to grzech. Cokolwiek dobrego czynię, wynika z łaski Bożej.”— mówi o sobie mężczyzna z różańcem w ręku, który jeszcze niedawno był zwyczajnym playboyem.

 

Opublikowano Eduardo Verastegui, Nick Vujicic, pro-life | Otagowano , , | 1 komentarz

„Pani Bóg się myli!” Historia Mary Wagner

Czterdziestoletnia Mary Wagner z Kanady spędziła dwa lata w areszcie za działalność w obronie życia. Skazano ją za to, że przebywała na terenie klinki aborcyjnej, gdzie próbowała odwieść kobiety od  aborcji. 

Kim jest Mary Wagner

Mary Wagner z Kanady wzrastała w wielodzietnej rodzinie katolickiej. Jako młoda dziewczyna poczuła w sobie pragnienie ratowania życia nienarodzonych, o których zapomniały regulacje prawne. W Kanadzie bowiem aborcja jest legalna i dostępna na żądanie. Co więcej nie jest ona w ogóle regulowana, co oznacza, że dziecko można zabić nawet w zaawansowanej ciąży, zaś przez prawo chroniony jest dopiero ten, kto się narodził.

 Mary zaczęła wspierać działania Lindy Gibbons sławnej obrończyni życia. Linda – dziś siedemdziesięcioletnia kobieta – w młodości dokonała aborcji na swoim drugim dziecku. Od czasu nawrócenia aktywnie zaangażowała się w działalność ruchu pro-life. Spaceruje pod klinikami, gdzie się modli, a także delikatne rozmawia z matkami próbując odwieść je od aborcji.

Mary poszła w ślady Lindy. Udawała się pod kliniki aborcyjne w Toronto wraz z nią. Wręczała tam pacjentkom białe róże, do których dołączone były ulotki informacyjne mówiące o alternatywie dla aborcji.

Pani Bóg się myli

Prawo kanadyjskie nie tylko stoi po stronie aborcji. Chroni także placówki aborcyjne, wokół których obowiązuje dwustupięćdziesięciometrowa strefa, gdzie obrońcy życia nie mogą prowadzić żadnej agitacji. Mary mimo wszystko chodziła pod kliniki, gdzie stała w ciszy lub wręczyła kobietom kwiaty. Nie podobało to się właścicielom tych miejsc. Wzywali oni policję, aby ta usunęła kłopotliwą dla nich kobietę. Policjanci nakazywali Mary opuścić miejsce, a gdy ona nie reagowała zabierali ją stamtąd siłą zakuwając ją w kajdanki. Ostatnie, a piąte z kolei wykroczenie Mary z 2012 roku polegało na tym, że modliła się na tyłach kliniki aborcyjnej w strefie buforowej, a mówiąc poprawnie politycznie, że utrudniała pracę kliniki (która przecież za sprawą Mary od czasu do czasu traciła pojedyncze pacjentki).

Sędzia z Ontario – Ford Clements w trakcie procesu wypowiedział do oskarżonej następujące słowa:

„Pani nie rozumie prawa, które należy przestrzegać. Nie wolno zbliżać się w pobliże klinik aborcyjnych, ani rozmawiać z ich pracownikami. Jest pani w błędzie i Pani Bóg także. Pani nie stosuje się do nakazów sądu. W tym kraju obowiązuje prawo do aborcji.  Poprzez swoje działania zadaje pani ból emocjonalny kobietom i je krzywdzi.”

O bólu zabijanych dzieci i traumie poaborcyjnej pan Clements zdawał się nie mieć pojęcia.

Sędzia proponował by Mary trzymała się z dala od klinik przez trzy lata – w zamian obiecywał zwolnienie warunkowe. Mary nie chciała na to przystać, bowiem było to niezgodne z jej sumieniem. „Zatem pójdzie pani do więzienia” – usłyszała.

Na nic zdały się słowa obrońcy Mary, który przekonywał, że jego klientka działa w stanie wyższej konieczności. Wiedząc, że w klinikach aborcyjnych zabija się ludzi, starała się temu przeciwstawić.

Obrończyni życia została osadzona w areszcie śledczym, w którym przebywała do ogłoszenia wyroku, co trwało dwa lata. Co ciekawe sąd nie wyraził zgody na wysłuchanie naukowców, którzy z punktu medycznego mieliby wypowiedzieć się o początku życia ludzkiego.

W końcu skazano Mary na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności. Ponieważ zdążyła już ona odsiedzieć w więzieniu prawie dwa lata, faktycznie została zwolniona.

„Nie o Mary Wagner” – film i spotkanie z bohaterką

Mary przebywa obecnie w Polsce, gdzie przez daw tygodnie mają miejsce spotkania z nią, które połączone są z projekcją filmu dokumentalnego Grzegorza Brauna o jej życiu. Film zatytułowany jest „Nie o Mary Wagner.”

Dokument Grzegorza Brauna to film niezwykły i mocny. Na przykładzie przypadku Mary Wagner mówi o zderzeniu dwóch równolegle istniejących kultur: cywilizacji życia i cywilizacji śmierci. Opowiada też o tym, czym jest aborcja i jak jest przeprowadzana nie zostawiając żadnych złudzeń, że chodzi o morderstwo.

Grzegorz Braun w swoim dokumencie ukazał osoby związane ze sprawą Mary: między innymi jej rodzinę, zwolenników, mentorkę i obrończynię życia: Lindę Gibbons. W filmie nie występuje Mary, bowiem reżyser nie dostał zgody na wywiad z nią  z aresztu śledczego, w którym ona przebywała, a także nie otrzymał pozwolenia na nagranie rozprawy (zamiast tego musiał posiłkować się rysunkami z rozprawy i zdjęciami pustej sali). Słowa Mary padają jedynie w końcówce filmu.

Po premierowej projekcji filmu w kinie Luna trzeciego października Mary odpowiadała na pytania widzów. Mówiła o swojej działalności jako obrończyni życia, o tym, jak udało jej się bezpośrednio odwieść kilka kobiet od zamiaru aborcji, i o kolejnych kilkunastu kobietach, które pośrednio przez jej działania zdecydowały się urodzić swoje dziecko. Wspomniała też o czasie spędzonym w areszcie, o poruszonych sercach wielu współwięźniarek, o wsparciu, jakie dostawała z całego świata – zwłaszcza z Polski. Powołując się na przykład Matki Teresy z Kalkuty zachęcała by każdy podejmował małe kroki w obronie życia. „Jeśli nie jesteś w stanie uratować wielu nienarodzonych, zawsze możesz pomóc jednej konkretnej osobie w twoim środowisku rozpatrującej aborcję” – mówiła. Przypomniała też cytat z Ewangelii „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. Odniosła go do pełniej cierpienia sytuacji, w jakiej się znajduje i wyraziła nadzieję, że jej działania są naprawdę potrzebne.

O Mary Wagner – skromnej kobiecie obdarzonej niezwykłą siłą można niepoprawnie politycznie powiedzieć, że jest prawdziwą feministką, wszak pierwsze feministki były obrończyniami życia (o czym przypomina Film Grzegorza Brauna). Mary walczy przecież o prawa kobiet, a zwłaszcza o prawo do życia.

Przykład Mary stawia przed każdym z nas pytanie: po której stronie jesteś? Brak naszego zdecydowanego głosu za życiem jest w rzeczywistości zgodą na cywilizację śmierci i na mord ponad czterdziestu milionów nienarodzonych istot ludzkich rocznie na całym świecie.

 

Opublikowano aborcja, Mary Wagner, pro-life | Otagowano | 2 komentarzy

Utalentowany artysta bez dłoni z wielkimi marzeniami

Mariusz Kędzierski jest niezwykle uzdolnionym młodym człowiekiem. Rysuje inspirujące grafiki lepiej niż zawodowi artyści, mimo, że urodził się z wadą rozwojową przedramion. Ten dwudziestodwuletni chłopak rozwija swój talent artystyczny i snuje coraz śmielsze marzenia.

Mariusz pracuje nad portretem Nicka

Normalne życie

Chociaż przyszedł na świat ze zdeformowanymi rękoma, bez dłoni, nigdy się nie poddawał. Początkowo chętniej posługiwał się stopami, rzadko korzystał ze swoich rąk Chociaż bliscy pomagali mu w tym, czego nie mógł wykonać sam, to także motywowali go do rozwoju.

„Mama zakładała mi skarpety, by ograniczyć mi możliwość posługiwania się stopami. Dzięki temu musiałem wykorzystać ręce.”

Dziś Mariusz jest bardzo samodzielny i prowadzi normalne życie typowe dla młodego chłopaka w jego wieku. Uczy się, jeździ samochodem, robi zakupy, sprząta dom, gotuje, a w wolnym czasie uprawia sport i przede wszystkim rysuje. Spotyka się z przyjaciółmi, ma dziewczynę, myśli o założeniu rodziny.

1779336_579861738769648_19964270_n

Mariusz ze swoją dziewczyną Dominiką

Rysowanie

Mariusz rysuje odkąd sięga pamięcią. Jako trzylatek namalował na starym prześcieradle orła, który, jak mówi, właściwie bardziej przypominał gołębia. Jednak już w przedszkolu po raz pierwszy realistycznie odtworzył lwa z bajki animowanej. Potem w powiększeniu kopiował Kaczora Donalda z historyjek dołączonych do gum balonowych.

W trzeciej klasie gimnazjum, tuż po jednej z operacji, zaczął intensywnie rysować. Z zapałem oglądał filmiki instruktażowe w internecie i radził się profesjonalistów.

„Początkowo nie sądziłem, że przyniesie mi to tak dużo radości, a co więcej – że będę się w tym spełniać. Coraz bardziej mi się to podobało, więc jeszcze więcej ćwiczyłem. Nigdy niczego nie poprawiałem, jak nie wyszło, zaczynałem od nowa.”

297479_169196883169471_1448897304_n

Autoportet, rok 2011

Pierwsze sukcesy miały miejsce w szkole i środowisku lokalnym.

„W liceum była pierwsza wystawa na szkolnym korytarzu, do której namówił mnie kolega z klasy, Maciej. On także pomógł mi ją przygotować. Następnie – również z tym kolegą – wziąłem udział w projekcie polsko– niemieckim dla młodzieży. W ramach tego projekt , podczas warsztatów w pałacu w Krzyżowej poznałem Jerzego Fornalika, dzięki któremu uwierzyłem w swoje możliwości i w to, że zorganizowanie profesjonalnej wystawy jest na wyciągnięcie ręki (nawet mojej). To właśnie dzięki Jerzemu stałem się podopiecznym Polskiego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka i udało mi się zorganizować trzy wystawy.”

Po maturze Mariusz od razu dostał się na Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu, gdzie jego talent wyróżniał się na tle innych studentów. Niestety, z braku wystarczających środków, musiał przerwać studia po pierwszym semestrze. Po dwóch latach z pomocą przyszła Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach, która przyjęła Mariusza na studia architektoniczne.

10710977_699799540109200_3039658145398617763_n

Starsza kobieta, rok 2014

Jak i co tworzy

Warsztatem pracy Mariusza jest kartka, ołówek i gumka. Rysuje portrety i martwą naturę, przy czym tym pierwszym poświęca więcej uwagi. Styl w jakim tworzy to fotorealizm – bohaterowie jego prac sprawiają wrażenie, jakby byli przez niego sfotografowani. Jego rysunki, zwłaszcza najnowsze, są niezwykle szczegółowym odzwierciedleniem ludzkiego ciała (przede wszystkim twarzy). Odbiorcę zachwyca nie tylko kunszt artystyczny prac, ale także głębia spojrzenia ukazanej postaci i wyrażane przez nią emocje.

Artysta bez dłoni uwiecznia sławnych aktorów, reżyserów czy inne gwiazdy. W jego dorobku są portrety Marylin Monroe, Tim’a Burton’a czy Johny Depp’a. Oprócz tych wielkich sław Mariusz chętnie rysuje też swoich bliskich i znajomych.

Młody rysownik całkowicie identyfikuje się z myślą wypowiedzianą przez Michała Anioła:„Artysta maluje głową, a nie rękami” i powtarza ją przy różnych okazjach.
Zapytany o to, jak rozumie niepełnosprawność mówi „To, co najbardziej nas ogranicza, to nasz własny umysł.”

mariusz-1

Johny Depp, rok 2011

 Osiągnięcia i rozwój kariery

Chociaż Mariusz jest bardzo młodym artystą, ma na swoim koncie znaczące osiągnięcia. Wystawiał prace na czterech indywidualnych wystawach w Polsce i w Niemczech oraz na wystawie grupowej w Lamspringe (Niemcy). W międzynarodowym konkursie Best Global Artist Awards podczas VIENNA SHOWCASE 2013 zajął drugie miejsce na stu pięćdziesięciu uczestników, ustępując jedynie szkockiemu artyście.

„Do wygranej wówczas zabrakło niewiele, ale cieszę się z tego, że mimo wszystko zająłem tak wysokie miejsce, w pierwszym moim konkursie tego typu. Myślę, że jestem na tyle młody, że może i dobrze, że nie wygrałem Teraz mam motywację, by pracować jeszcze ciężej, a na duże sukcesy przyjdzie jeszcze czas”.

Mariusz zakwalifikował się także na wystawę w Oksfordzie.
„Wystawa w oksfordzkim Town Hall, tuż obok University of Oxford, była drugą moją wystawą organizowaną przez Global Art Agency. Wzięło w niej udział stu trzydziestu artystów z całego świata. Przez trzy dni zobaczyło ją blisko cztery tysiące zwiedzających, co było dla mnie niezwykłym przeżyciem.”

1797516_582268661862289_1823543921_n

Wystawa w Oxfordzie

W Polsce kariera Mariusza nabiera rumieńców. Po wystawie w Świdnicy zorganizowanej z okazji obchodów roku Janusza Korczaka w 2012 roku, na której pokazywał swoje rysunki dzieci, stało się o nim głośno. Przyczynili się do tego dziennikarze ze świdnickiego portalu „naszaswidnica.pl”, którzy przeprowadzili z Mariuszem wywiad i nakręcili o nim film. W rezultacie przygotowany przez nich materiał w ciągu czterech pierwszych dni dotarł aż do dwustu tysięcy odbiorców. Dziś Mariusz ma prawie dziesięć tysięcy fanów na Facebooku. Na tym portalu społecznościowym artysta umieszcza zdjęcia wszystkich swoich rysunków.
Mariusz wystąpił także w programach telewizyjnych: „Pytanie na śniadanie” i „Dzień Dobry TVN”. Telewizja Polska i TVN wyemitowały o nim reportaże. Interesują się nim także niektóre media zagraniczne z takich krajów jak Stany Zjednoczone, Australia, Hiszpania, Niemcy, Chorwacja czy Wielka Brytania.

10649588_690604204362067_2144304968654783067_n

Chłopiec, rok 2012

Jego prace są też w prywatnych kolekcjach w różnych miejscach na świecie, m. in. w Paryżu i Korei Południowej.

Inspiracja, która wpłynęła na jego marzenia

Jednym z ostatnich rysunków Mariusza jest portret Nicka Vujicica, światowej sławy mówcy motywacyjnego. Z historią tego człowieka bez kończyn artysta zetknął się przypadkowo:

„Któregoś dnia ktoś podesłał mi link o człowieku bez rąk i nóg, który siedzi w jakiejś sali przed młodymi ludźmi. Zaciekawiło mnie to, co ma im do powiedzenia. Obejrzałem ten film, potem szukałem kolejnych. I w historiach opowiedzianych przez Nicka odnajdywałem siebie.”

Przykład Nicka zmotywował Mariusza do realizacji marzeń:

Od dwóch lat Mariusz, podobnie jak Nick, spotyka się z uczniami w liceach i gimnazjach, by inspirować ich swoim świadectwem życia. Chciałby może nawet w przyszłości być polskim mówcą motywacyjnym bez rąk na wzór Vujicica.

„Fakt, nasz stopień niepełnosprawności znacznie się rożni, ale skoro on możne przemawiać do ludzi bez skrępowania, bez strachu, rozśmieszać ich i co najważniejsze – motywować, to co mnie stoi na przeszkodzie?” – pyta.

10450136_688204117935409_4877457744464289749_n

Nick Vujicic, rok 2014

Mariusz marzy też o dalszym rozwoju artystycznym i o wystawianiu swoich prac w galeriach w Barcelonie czy w Nowym Jorku, a nawet na całym świecie. W nowojorskim dzienniku dla Polonii ukazał się z nim w tym tygodniu wywiad. Artysta bardzo pragnie też kiedyś spotkać Nicka Vujicica, by osobiście wręczyć mu narysowany przez siebie jego portret i podziękować mu za inspirację. Mariusz nie traci nadziei na spełnienie swoich coraz śmielszych marzeń.  

Wszystkie zdjęcia artysty i jego prac pochodzą z jego oficjalnej strony i są opublikowane za jego zgodą.

 

Opublikowano inspiracja, mariusz kędzierski, niepełnosprawność, sztuka | Otagowano , | 3 komentarzy